To, co ważne.

Ostatnio przeglądałem jeden z moich starych blogów o dość masochistycznej dla psychiki treści, związanej w dużej mierze z sensami, życiowymi celami i innymi wyższego poziomu przemyśleniami. Tak sobie tam wesoło grzebałem aż natrafiłem na wpis pod tytułem: „To co, ważne”, a idąc dalszym tropem dorwałem „To dość ważne”.

Obydwa wpisy traktują praktycznie o tym samym – zadają pytania na temat naszego celu, który sobie w życiu obieramy oraz co powinno być dla nas w nim najważniejsze.

Ten tekst będzie wyglądał troszkę inaczej od całej reszty – zacytuję fragmenty treści z poprzedniego bloga i troszkę dopowiem, mając nadzieję, że nie wyjdzie z tego psychoanalityczny i niedostępny dla przeciętnych śmiertelników bełkot. Choć muszę przyznać, że jest to jakiś krok w rozpoczęciu pisania o czymś w kierunku rozwoju osobistego – tematu poruszanego,a ostatnio zapomnianego, głównie na początku istnienia tego bloga.

„To, co ważne.

Ciężko stwierdzić co tak na prawdę jest ważne w życiu. Tyle opcji, tyle możliwości, i zazwyczaj żadna z nich nie daje odpowiedniej satysfakcji, która pozwoliłaby ustawić coś wyżej. Czy tak na prawdę kierujemy się tym co jest dla nas priorytetowe, czy tylko wybieramy pomiędzy tym co potrzebne a co nie?

Czasami istnieje wyższa potrzeba, coś czego nie da się nazwać zachcianką a idealny kształt widniejący przed oczami. My gonimy, on ucieka. W końcu jednak zdajemy sobie sprawę, że opcja którą chcieliśmy dopaść jest zbyt odległa i niedostępna. Wówczas zadajemy sobie pytanie które budzi lęk, sprawia, że wszystko staje się gęste i pogmatwane – gdzie jest moje miejsce?

I wtedy musimy znaleźć alternatywę, coś co sprawi, że powrócimy na tory naszego poprzedniego kursu, zauważymy dodatkową możliwość i tym razem nie odpuścimy. Są rzeczy które w życiu są ważne, tak jak istnieją prawa których przestrzeganie uważa się za poprawne, odważne lub honorowe. Są kwestie, których poruszenie skazuje nas na banicję wśród wszystkiego co żywe i inteligentne.

Jak więc znaleźć, jak dotrzeć do tego co jest nam potrzebne na tyle, że potrafimy poświęcić temu całe swoje życie? Co sprawi, że poczujemy się warci tego nad czym pracujemy? Kiedy możemy się szczerze uśmiechnąć i powiedzieć „to właśnie jest to”?”

Przez naprawdę długi czas byłem pewien, że w życiu trzeba mieć cel. Coś, co zdominuje nasz rozwój, karierę i postępowanie. No i się zastanawiałem, bo wiele poradników które głównie karmiły mnie wówczas motywacyjnym bełkotem i laniem wody szczęśliwymi historyjkami, mówiły o tym, że bez konkretnego i jasno postawionego celu to życia nie ma.

Wyszło na to, że bzdurę mi wciskano. Starałem się przez pewien okres znaleźć to coś, obrać odpowiednią trasę do wymarzonych celów – założenia firmy, stworzenia doskonałego produktu czy ukończenia idealnego projektu. To były cele, do których dążyłem i które same w sobie rzeczywiście mnie motywowały. Ale tak kawałek za tym, coś mi mówiło: „ej, ale tutaj czegoś brakuje. Coś jest nie na swoim miejscu.” Więc zacząłem szukać, próbować na siłę zdobyć tą brakującą część. Nieznane mi ogniwo. Pierwszym błędem była sama próba szukania…

„Jednak co w sytuacji odwrotnej? Co gdy tracimy wiarę w nasz cel, poddajemy możliwość innej opcji i podważamy jej trafność? Co się dzieje w momencie utraty sensu planowanych działań? Kolejna alternatywa, i tak bez końca aż do złotego momentu, przebłysku w którym zostaniemy poddani próbie i wyjątkowo ją przetrwamy.

Jest jeszcze jedna rzecz, zła. Sprawa która zaprząta nasze życie a jednak jest nieosiągalna. Wartości których nie da się osiągnąć ponieważ świat zbudowany jest całkowicie inaczej niż powinien. Czy świat da się zmieniać? Czy da się zmienić pęd bezsensownego parcia do technologicznego przodu na kierunek moralności, godności i wiary w działanie?

Dlaczego okazuje się, że wartości którym bezgranicznie zaufaliśmy i uwierzyliśmy stają się bezwartościowe akurat w momencie w którym najbardziej ich potrzebujemy? Dlaczego zawodzą wtedy gdy mają działać? Nie rozumiem.”

Cele konkretne i postawione przez nas mają jedną, dużą wadę – potrafią stracić na znaczeniu. Są zmienne tak samo jak nasze życie się zmienia. Nie wiemy, czy czasem jutro nie trafimy na coś czym się zainteresujemy, stanie się to naszą pasją i wtedy poprzednie cele szlag trafi. Można powiedzieć co prawda, że trzeba być konsekwentnym – choć ja powiem, że elastycznym jeszcze bardziej.

W każdym razie, twarde i zdefiniowane cele przy porażkach będą nas zrażać. I właśnie wtedy zaczynamy szukać czegoś co nas nie zawiedzie, jakiegoś celu o który trzeba będzie walczyć ale i również nie będziemy mogli powiedzieć, że działa tutaj ruch jednokierunkowy. Domyślasz się już może o co chodzi ?

„To dość ważne.

Myślałem nad tym co zrobić w momencie gdy wiemy już co jest dla nas ważne i priorytetowe. Zastanawiam się jak zebrać to do kupy i na czym oprzeć tak, żeby w te wartości nie zwątpić. Nie wiem za bardzo o jakie pytania i kwestie mogę się w tym wpisie zaczepić, ale spróbuję coś wykombinować.

Rzeczy ważnych nie mogę nazwać zbiorem celów które sobie stawiamy, bo przecież może nam zależeć na różnych sprawach, nie tylko takich które się osiąga. Każda taka rzecz jest brana pod uwagę jako jeden punkt. I teraz tak: takowy punkt ma przypisane coś w co wierzymy. Na przykład, ważne dla nas jest zdrowie naszej rodziny a więc wierzymy, że kupując leki/zapewniając opiekę lekarską spowodujemy utrzymanie zdrowia na porządnym poziomie. Jak widać, jest to połączenie liniowe rzeczy ważnej z wiarą w czynność która tą rzecz zapewnia.

Tylko czy na dłuższą metę takie połączenia dają radę? Czy w momentach w których zawodzimy się na czymś, ona nie maleje powodując zaprzestanie tego, że uważamy coś dla nas za ważne?”

Bo z celami to jest jeszcze jeden wielgachny problem – że nie powiedzą nam one, czy robimy dobrze. Cel nie postara się być bliżej nas, to my musimy wyrywać sobie włosy z głowy i pędzić krew aby przybliżyć go do nas choć o milimetry. Cel nie postara się razem z nami. Zostawia nas całkowicie na lodzie, nie ważne co, jak i gdzie.

„Więc jak sprawić, żeby nie malała? Czy może z kolei powinniśmy nazwać to doświadczeniem – coś się nie udaje a więc trzeba podejść do tego inaczej?

Z drugiej strony, myślę, że czasami warto wierzyć w niektóre sprawy w sposób „twardy”, czyli pozostawiając wszystkie przeciwności losu obojętnie (czy też wykorzystać je jako lekcje dla nas) i wierzyć bezpośrednio w wartość tych spraw. Wiadomo, że coś co ważne będzie dla nas może być całkowicie śmieszne dla drugiej osoby. Chociażby aktualne wartości – można wierzyć w godność i honor a ktoś powie, że to niemożliwe w naszych czasach. Chyba trzeba być po prostu konsekwentnym w stosunku do siebie.

Rzecz na której nam zależy -> Wiara w nią -> Działanie. Czy czasem schemat nie wygląda w ten sposób? Wydaje się trywialne a jednak to jest sposób na poszukiwanie i odnalezienie sensu naszego życia.”

I niestety zazwyczaj wychodzi na to, tak na złość nam i światu, że zapominamy o rzeczach prostych. Bo szukamy czegoś skomplikowanego, wymagamy od wszystkiego i wszystkich zaawansowania, inteligencji – tak, aby tylko nie wyszło na to, że coś jest trywialne a zarazem nie można tego zastąpić.

„Ja na szczęście już wiem w co wierzyć i jak, w kogo i gdzie. Wnioskuję, że problem nie polega na tym, aby znaleźć coś na czym będzie nam zależeć. Problem polega na tym, że musimy sobie to uświadomić a czasami nie jest to wcale łatwe. Musimy zgodzić się sami ze sobą, bez przyjmowania czyichś „ram”, stereotypów i opinii.”

Czy już wiesz, drogi czytelniku, o co chodzi? Słowo klucz to „kogo„.

„To wydaje się zabawnie proste, wiedzieć na czym nam zależy. Tylko, że tutaj nie chodzi o powierzchowną potrzebę czy ochotę a głębokie uczucie zależności naszej z daną wartością. To działa na zasadzie nie reakcji na otoczenie np. jestem głodny więc jest dla mnie ważny posiłek tylko raczej bezpośredniości. Bezpośrednio na zasadzie, że nasza świadomość nie ma wpływu na to uczucie potrzeby i ważności. Trzeba dużo szukać, próbować i powodować kłopoty, żeby znaleźć to coś. A tych „cosiów” jest ilość ogromna, bo tak jak napisałem wyżej – tutaj nie chodzi o konkretne rzeczy.”

W skrócie: tak, dokładnie, chodzi o kogoś. Kogoś na kim będziemy mogli zawiesić swoje własne zaufanie, przynależność. Ktoś, kto sprawi, że WSZYSTKIE CELE będziemy spełniać nie dla własnej, egoistycznej przeważnie, postaci, a dokładnie dla tej osoby.

Bo znajdując właśnie takiego bohatera, dla którego również będziemy kimś choć troszkę bardziej wyjątkowym, znajdujemy mapę naszej życiowej ścieżki, gdzie dalej będziemy tylko nanosić kolejne punkty i zdobywać je pomimo przeciwności losu.

A najlepiej jest wtedy, gdy druga strona ma choć trochę zbliżoną postawę do naszej. Bazowanie na przyjaźni – o tym mowa. Mowa o bliskiej relacji, w którą możemy uwierzyć i dla której będziemy działać. O wyjątkową, niepowtarzalną więź. Bo jaki jest sens w działaniu dla siebie? Spełnianie się? Ale… ale przecie to takie egoistyczne. Samolubne i brutalne.

Wszak to tylko moja postawa. Mi się udało odkryć to, że nie cele mnie motywują i to nie one utrzymują mnie przy życiu, a konkretna postać dla której te punkty wciąż nieugięcie stawiam i staram się jak mogę je zdobywać. Wznosić flagi.

I, przy okazji, korzystając jeszcze z tego, że ten tekst publikuję – chciałbym takiej osobie podziękować. Bo okazało się, że takową mam a przez długi czas szukałem i byłem ślepy. Co prawda, wiem o tym nie od dziś, ale, że ciężko mi powiedzieć coś konkretnego podczas bezpośredniej rozmowy to zwieńczam ten wywód w taki a nie inny sposób.

Dziękuję Ci z całego serca, Ty który rozumiesz i wierzysz. Wspierasz i ratujesz, choć czasami potrafi być ciężko.

Reklamy

Posted on 2013/01/17, in Inne and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Maciej Sola

    Dlatego celem samym w sobie nie jego jego zrealizowanie, tylko droga do niego. To właśnie wtedy, kiedy idziesz w kierunku postawionego celu odnosisz w życiu największy sukces – działasz.
    Skąd wniosek, że egoizm jest zły? Dlaczego działanie dla siebie jest samolubne i brutalne? Wiedz, że drugi człowiek od którego uzależniasz swoje szczęście, może się od Ciebie odwrócić, a wtedy wszystko co osiągnąłeś idzie w las. Siebie nigdy nie opuścisz, dla siebie zawsze będziesz szczery, zawsze będziesz znał całą prawdę, wiesz na co Cię stać. Kiedy Ty będziesz szczęśliwy sam ze sobą, to i wszyscy dookoła Ciebie będą szczęśliwi razem z Tobą. Zdecydowanie lepiej wyjdziesz na tym, że robisz coś dla siebie, niż dla kogoś, bo jak możesz dawać coś od siebie komuś, skoro tego nie masz?

    • Cały drugi akapit był mi wciskany już wiele razy, że tak dość niemiło odpiszę 🙂 I wiele razy również widziałem jego całkowite zaprzeczenia. Sęk w tym, że jeśli nie nauczymy się ludziom ufać i im wybaczać to staniemy się socjopatami; mającymi emocje innych gdzieś.
      Moim zdaniem egoizm jest zły, destrukcyjny dla otoczenia – ponieważ pozwala rozwijać się tylko i wyłącznie jednostce.

      Choć tak jak pod koniec dodałem, to mój pogląd. Ja jestem najbardziej szczęśliwy wtedy, gdy spełnione są poniższe podpunkty:
      – gdy pracuję nad tym, nad czym pracować lubię (wtedy rzeczywiście, nie cel a droga ma większy priorytet);
      – gdy mam kogoś z kim mogę dzielić pozytywne emocje, związane z punktem powyższym (chociażby taka prosta rzecz, pokazać wyniki swojej pracy);

      Mi czegoś brakuje, gdy nie mam kogoś. Jest takie pewne miejsce w mojej głowie, którego nie jestem w stanie wypełnić niczym innym. I dopiero gdy do spełniania się, i całego innego egocentryzmu, dołożę ten czynnik bliskości z kimś, to tylko wtedy mogę szczerze powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwy 🙂

      • Maciej Sola

        To już w sumie osobiste preferencje, kiedy ktoś jest szczęśliwym i w to zupełnie nie wnikam. Ja jednak nauczyłem się, żeby nie uzależniać swojego szczęścia od ludzi i przedmiotów (nad tym drugim jeszcze pracuję), ale dzielić się nim z nimi mogę cały czas. Kocham jak ludzie w moim otoczeniu czują się swobodnie, uśmiechają się i podzielają mój dobry nastrój. To mnie uświadamia, że robię dobrze, nawet będąc egoistą, czego się zupełnie nie wstydzę. Oczywiście egoizm rozumiem jako postawę „Najpierw ja, potem inni”, chociaż to też zależy, jacy „inni”. Wiadome, że rodzinę czy najbliższych przyjaciół traktuję szczególnie 🙂

  2. Dobra, rzeczywiście, jeśli spełnia się ten element: „Kocham jak ludzie w moim otoczeniu czują się swobodnie, uśmiechają się i podzielają mój dobry nastrój. To mnie uświadamia, że robię dobrze, nawet będąc egoistą, czego się zupełnie nie wstydzę.” to jak najbardziej spoko 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: