Broń mojej fazy

wallpaper02_1920x1080-Defender's-Quest

Gry małe, „niezależne”, mają taki jeden duży plus który polega na tym, że można w nich przemycić nutę oryginalności – system, który nie przeszedłby w nie jednej produkcji klasy wyższej AAA.

Jedną z takich produkcji, nietypową perełkę której udało się mnie zaskoczyć pomysłem na gameplay jest „Defender’s Quest: Valley of the Forgotten”. Czyli połączenie bardzo nietypowego Tower Defense z Role Playing Game.

Czekaj… że niby fajna fabuła?

Level Up Labs pokazało, że niekonwencjonalne połączenia niosą ze sobą coś magicznego – czujemy się, jak gdybyśmy brali udział w pewnym eksperymencie i mieszali składniki które albo wybuchną i zniszczą wszystko na około, albo w finalnym stopniu okażą się lekiem na raka. Albo przynajmniej naszą nudę.

Ale od początku… powoli. „Defender’s Quest” jest zaopatrzone w fabułę, jak na dobrą grę przystało. I nie jakąś wciśniętą na siłę, bo stanowi ona większą część całej produkcji – cutscenki, dialogi i teksty oraz opisy – jest tego czasami aż za dużo. Oczywiście głównym celem całej opowiadanej nam historyjki jest tylko pchanie gracza do przodu i zapoznanie go z tym, co tak naprawdę się w świecie dzieje. Tak w skrócie to wychodzi na to, że zostajemy zrzuceni z klifu bo uznano nas za trupa pałacowej książkowchłaniarki. Tam, na dole, natomiast okazuje się, że całe królestwo jest zarażone od siedmiu lat jakąś nieznaną chorobą która przemienia ludzi w coś pokroju zombie. Oczywiście my wpadamy na pomysł, że trzeba to miejsce opuścić i udać się gdzieś, gdzie będzie bezpiecznie. Pomimo, że „ale nigdy jeszcze się to nikomu nie udało!”.

Opening_castle

Jak dużo wież?

Niby gatunek nazywa się „Tower Defense” ale wież to tej grze, drogi czytelniku, za dużo nie uświadczysz. Co prawda główna mechanika rozgrywki polega na obronie jednego punktu, czyli sfazowanej głównej bohaterki na kwasie, jednak zamiast rozstawiać wieżyczki które bezlitośnie mordowałyby zombie, ślimaki i inne poczwary, ustawiamy… samych bohaterów, których napotykamy podczas rozgrywki i dołączamy do własnego zespołu.

Oczywiście mamy do dyspozycji postacie atakujące wręcz, strzelające z łuku lub czarowników. Każda z nich ma inne umiejętności, obszar rażenia oraz specyficzne właściwości które decydują o tym, gdzie najlepiej będzie danego bohatera postawić, tak aby jak najlepiej wykonał swoje obronne zadanie.

Oprócz stawiania żywych wieżyczek, dysponujemy również możliwością używania czarów takich jak, przykładowo, tymczasowe zwiększenie zadawanych obrażeń, uleczenie członka drużyny (czyli jednej z naszych „wież”) czy wystrzelenie czegoś w rodzaju pioruna w dowolnego przeciwnika celem zadania mu obrażeń.

Wszystko kupujemy podczas rozgrywki za punkty zdobywane za zabijanie kolejnych fal okupantów. Natomiast, jak to w tego typu grach bywa, każda przepuszczona wroga jednostka, rani naszą bohaterkę zabierając jej pewną ilość punktów życia co z kolei po przekroczeniu pewnej granicy ją uśmierca.

Role Party Gaming

Może RPG to troszkę nietrafione określenie typu tej gry, jednakże „Defender’s Quest” posiada kilka cech takiej produkcji. Głównie chodzi o to, że postacie które rozstawiamy na mapach można rozwijać, a ta część zespołu która przystępuje do nas podczas trwania i opowiadania historii gry często z nami dyskutuje i komentuje jakąś sytuację za pomocą dialogów.

Każdy typ „wieżyczki” (a nawet nasza główna bohaterka) ma własne, indywidualne drzewko rozwoju a każda postać z osobna zdobywa doświadczenie dla siebie. Dlatego jeśli będziemy stawiać tylko jedną postać przez całą grę to właśnie głównie ona będzie mogła zdobywać kolejne poziomy doświadczenia.

Poza tym, naszym postaciom możemy wymieniać ekwipunek (uzbrojenie i pancerz) a nawet odpowiednie je kolorować, tak aby rzeczywiście każda z nich była indywidualna i odmienna od reszty.

So hard.

Dobra, krótki akapit o rzeczy która z jednej strony mi się podoba a z drugiej zaczęła mnie po pewnym czasie irytować. Poziom trudności gry – są do wyboru, przed każdą bitwą, cztery gwiazdki symbolizujące odpowiednie zaawansowanie rozgrywki. Grałem na domyślnej, czyli drugiej, i niestety okazało się, że czasami musiałem wielokrotnie powtarzać nawet jedne z pierwszych poziomów, ponieważ wymagają one od nas konkretnie przemyślanego schematu poprowadzenia gry.

To trochę tak jakby Twórcy powiedzieli „musisz ustawić wieżyczki dokładnie tak jak my chcemy bo inaczej przegrasz” i rzeczywiście, ciężko jest przejść jedną mapę na kilka sposobów.

Grafika, grafika, muzyka.

Jeśli natomiast mam coś powiedzieć o grafice, to muszę przyznać, że jest wykonana dość ładnie… ale na swój sposób. Mamy tutaj styczność z pixelową, lekko retro oprawą oraz, co moim zdaniem jest gryzącym błędem, słodką i cukierkową charakterystyczną dla flashowych animacji kreską, występującą w przerywnikach filmowych. Ogólnie nie jest źle, ale mi osobiście przeszkadzał rozłam pomiędzy dwoma „trybami” grafiki.

Co do muzyki – początkowo nawet przyjemna, współgra z całą resztą to jednak po dłuższym czasie i kilku bitwach… wyłączyłem ją. Bo zaczynała się niemiłosiernie powtarzać i kłuć w uszy. Muszę przyznać, że kilka utworów zostało specjalnie zrobione do danych cutscenek (np. zniszczone miasteczko) jednak nie ratuje to faktu, że podczas głównej rozgrywki zaczyna po prostu przeszkadzać.

Więc jak?

Ot, indyk jak indyk. Moim zdaniem 60 zł* to troszkę za dużo, jak na taką produkcję jednak jeśli ktoś lubuje się w typie Tower Defence to jak najbardziej warto. Ale jeśli chciałbyś pograć w tą grę, żeby przeżyć niesamowitą historię lub dobrze się bawić wyrafinowanym humorem – trafiłeś źle. „Defender’s Quest” jest Tworem aby pograć chwilę, przejść kilka misji a potem zostawić i wracać raz na jakiś czas aby pogłówkować jak opracować taktykę na daną mapkę.

W skrócie: dla cierpliwych, lubiących inności fanów ustawiania strzelających wieżowco-bohaterów.

*cena gry na oficjalnej stronie;
Reklamy

Posted on 2013/01/18, in Inne and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: