Pani Teterley

Nigdy nie lubiłem tego pokoju. I mówię to całkowicie szczerze, z ręką na sercu – nigdy nie przepadałem za tym pomieszczeniem. Gdyby nie to, że całe mieszkanie było wynajmowane od sędziwej już pani Teterley, to z całą pewnością wyniósłbym z tej sypialni wszystkie meble i zamurował ją od zewnątrz tak dokładnie, że żaden promień światła nie dostałby się do środka.

Kiedy się tutaj wprowadzałem, cały dom urzekł mnie swoim wiktoriańskim stylem. Drewniane boazerie budujące ciepłą atmosferę kontrastowały z licznymi malowidłami na ścianach, często przedstawiającymi wizurenki dziwnych, powykręcanych istot z nieobecnym wzrokiem. Wtedy było tutaj coś pocjągającego, sprawiającego, że zachęty pani Teterley odniosły sukces i dość szybko podjąłem decyzję o przeprowadzce do tej dzielnicy Londynu. Teraz jednak, a w zasadzie to już od dłuższego czasu, bardzo żałuję podpisanego z nią kontraktu. Biedna pani Teterley, jest już taka stara, rok temu straciła męża, a kilka lat wcześniej umarło jej jedyne dziecko, jej kochany syn. Od czasu do czasu lubi przesiadywać w bujanym fotelu w mojej sypialni i opowiadać mi o ciekawych historiach jej młodości. Te opowieści zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie, szczególnie gdy akompaniował im stukot deszczu o szyby w oknach i blask księżyca, ukradkiem zaglądający do pokoju.

Jak ja nienawidzę tego miejsca. To właśnie tutaj spotkała mnie największa krzywda mojego życia. Słowa nie są w stanie oddać tego, co czułem gdy to się wydarzyło. Mogę jedynie rzec, że nigdy nie dotknął mnie tak wielki strach i zgroza, jak tego felernego wieczoru. Po tym wydarzeniu wszystko się zmieniło. Całe moje życie uległo przemianie a ja sam straciłem wszelką wolę walki i chęć do dalszej egzystencji.

To było jakieś dwa miesiące temu, pamiętam dobrze, jak zmęczony całym dniem pracy chciałem odpocząć. Potrzebowałem jedynie położyć się na miękkim łóżku i zacząć śnić. Sen zawsze przynosił mi ulgę, sprawiał, że moje myśli wędrowały ku nowym i niezbadanym wcześniej krainom, dając upust emocjom jakie zbierałem podczas wędrówek ścieżkami normalnego świata. Był bastionem, w którym broniłem się przed złem i demonami, uciekałem tam i pozwalałem odpoczywać własnej duszy, pomimo nieustających ataków tych wszystkich szkaradnych istot, które oczekiwały ode mnie przebudzenia i powrotu do normalności. Tym razem jednak było całkowicie inaczej. Śniłem o wielkiej wieży, w całości zbudowanej z kości słoniowej i białego marmuru. Tworzyłem ją przez wiele lat, a w zasadzie przez większość mojego życia. Była dla mnie schronieniem i prawdziwym domem, do którego uciekałem zawsze gdy nużył mnie już normalny świat. Odnajdywałem w niej spokój i ukojenie nawet w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nie sądziłem, że to coś mnie dopadnie właśnie tam.

Tak jak zwykle wchodziłem po schodach wieży aż na sam szczyt, żeby zobaczyć z niej piękny, rozciągający się na wiele mil widok otoczającego ją krajobrazu. Nim jednak tam dotarłem, zacząłem czuć coś złego. Zgroza zaatakowała mnie nagle i nieoczekiwania. Wspinałem się coraz szybciej, wiedziałem, że jakieś paskudne okropieństwo nadciąga, by zniszczyć to co do tej pory zbudowałem. Wiedziałem również, że jest już za późno, a mimo tego biegłem ile sił w nogach. Gdy dotarłem na sam szczyt wieży, wyszedłem na zewnątrz i spojrzałem na horyzont. Niebo szkliło się od błyskawic, a deszcz ciął mocno i nieprzyjemnie. I wtedy go zobaczyłem. Szedł w kierunku mojej budowli, większy niż ta piękna wieża z kości słoniowej i białego marmuru. Wyciągał w moją stronę swoje ogromne, obślizgłe łapska o trzech ostrych szponach. Wyłupiaste oczy przeszywały mnie na wskroś, a paszcza co chwilę wydawała odgłosy takie, jak gdyby miliony pożartych i umarłych istot chciały się wydostać z tego monstrum. Szedł powoli ale nieugięcie. Przy każdym jego kolejnym kroku wydawało mi się, że słyszę potworne skrzypienie, tak jakby ogromny statek walczył z niszczycielskim sztormem. Masywny tors, pokryty wieloma wijącymi się wypustkami, odbijał światło przecinających raz po raz niebo piorunów. Był coraz bliżej mnie, a ja pomimo tego nie mogłem się poruszyć. Stałem jak wryty i obserwowałem jak apogeum zła i plugastwa za chwilę odbierze mi wszystko na co tak ciężko pracowałem. Nie chciałem stracić mojej wieży. Mojej wspaniałej budowli z kości słoniowej i białego marmuru. Ale po chwili zarówno kość słoniowa jak i marmur zostały pochłonięte przez wielką paszczę wystającą z głowy niepodobnej ani do czaszki psa, ani do jaszczura – choć do tych jej było najbliżej. Poczułem jak moimi dłońmi targnęły konwulsje, było ciemno, a ja biłem jak szalony, uderzałem pięśćmi z całych sił. Popadałem powoli w obłęd, a kleiste mięso nie poddawało się jednak moim ciosom i po dłuższej chwili walki obudziłem się. Cały mój dorobek życia był stracony. Upadłem na kolana i zacząłem łkać, bo wiedziałem, że już nigdy nie ujrzę wieży z kości słoniowej i białego marmuru. Choć muszę przyznać, że jeszcze tego samego dnia udało mi się wzbudzić w swoim umyśle delikatną nadzieję na to, że gdy tylko zasnę kolejny raz to okaże się, że mój skarb nie został zburzony. Kolejne dni i tygodnie jednak dotkliwie udowodniły mi, że jestem w błędzie i nie mam czego szukać. Nie było już wieży z kości słoniowej i białego marmuru, nie istniała i już nigdy więcej się nie pojawi. A wraz z jej zniszczeniem straciłem wszystko co miało dla mnie znaczenie i nadawało światu sens. Zamiast budowli napotykałem się tylko na piach i ciemność. Chodziłem po pustkowiu gdzie moim jedynym towarzyszem był nieprzyjemny deszcz i blask księżyca.

Dziś jednak postanowiłem, że skończę z tym wszystkim raz na zawsze. Nie mogę dłużej żyć bez miejsca, w które można uciec i zostawić myśli oraz wszelakie potwory daleko od siebie. Jest to niemożliwe gdy spoczywa na Tobie tak wielki obowiązek jaki spoczywa na mnie. Tymczasem jednak przyszedłem pożegnać się z panią Teterley, która nadal siedzi w swoim bujanym, skrzypiącym od czasu do czasu fotelu, wpatrując się w zamknięte okno i księżyc prześwitujący przez szpary w przeżartym przez robactwo drewnie.

###########################################

 Notka od Autora: Zaczynam przesiąkać Lovecraft’em. Po prostu. Jeśli Ci się spodobało, Polub i zostaw komentarz.

Reklamy

Posted on 2014/02/17, in Powiastki and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: